Łukasz skończył już lat siedem, i jest osobnikiem jak na swój wiek dość bystrym. W okolicy Świąt zaczął go nurtować temat Świętego Mikołaja, a konkretnie tego czy ktoś go widział czy nie. Łukasz dostał bowiem pod choinkę model do sklejania, produkt niemieckiej firmy Revell.
(więcej…)
Przypomniała mi się ostatnio zabawna sytuacja, miało to miejsce już jakiś czas temu - nie pamiętam nawet kiedy, może być i dwa lata. Tak więc niezbyt świeże, ale niezłe. A było to tak: jechałem gdzieś z dziećmi samochodem. Jesień czy wiosna, w każdym razie na szyby pryskało błoto. No to wajcha do siebie, na szyby sika płyn, wycieraczki chodzą, szyba umyta. Dzieci oczywiście pytają co to. Zatem tłumaczę - tam pod maską jest spryskiwacz, jak tu pociągnę to na szyby leje się woda żeby szybę umyć. Dzieci przyjęły do wiadomości. Po chwili dojeżdżamy na miejsce, wysiadamy z samochodu, Gaba idzie do przodu, staje przy masce samochodu i patrzy. W końcu pyta: “Tata, to tam jest spryskiwacz?”. Odpowiadam że owszem, tak. Na to pada pytanie: “A JAK ON STAMTĄD WYJDZIE?”
Kto zgadnie, jakie jest najbardziej ekscentryczne imię męskie? Serwis jest prowadzony sześć i pół roku, mamy w bazie prawie czeterdzieści tysięcy chłopców i ponad trzysta imion męskich. Imię które dopiero dzisiaj pojawiło się po raz pierwszy zasługuje na miano wyjątkowej ekstrawagancji. Jak ono brzmi, kto zgadnie? Tristan? Dobromir? Nie, tych mamy już nawet po dwóch. Horacy? Trzech. Kasjan? Pięciu. Może Amadeusz? Ależ skąd, jest ich już siedmiu. A więc jak? Jakie imię nadali swojemu dziecku ci niezwykle - jak na dzisiejsze czasy - oryginalni rodzice? Spróbujcie zgadnąć sami - założę się że wam się nie uda. Pomyślcie. A jak się już dobrze namyślicie, kliknijcie na link “więcej” i przewińcie stronę na sam dół, a dowiedzie się, że imię to brzmi…
(więcej…)
Pewnego dnia przyjechało do nas dwóch krzepkich panów - przywieźli zakupy które Agata poczyniła przez internet w sklepie “Piotr i Paweł”. Po rozpakowaniu zakupów zostało nam kilka sporych kartonowych pudeł, które aż się prosiły żeby z nich zrobić coś fajnego. Zainspirowani naszą ulubioną bajką pt. “Sąsiedzi” wymyśliliśmy że zrobimy automat do sprzedaży napojów. Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy, i mieliśmy dzięki temu całe popołudnie naprawdę wspaniałej zabawy. Wszystkim polecam, jest to dość proste w realizacji, a zabawa przednia.
Oto przepis na domowej roboty automat do napojów:
(więcej…)
No wpisałem takie, przyznaję się. Tak, wiem że nie ma takiego imienia - ale kiedy w WnŚ z 29 stycznia przeczytałem podpis pod zdjęciem “Mrówka, siostra Kuby i Pszczoły” (urodzona 12-go stycznia, 3070g., 54cm.), po prostu nie mogłem się powstrzymać…
Cóż, dzieci rosną, i zbliża się dzień kiedy trzeba będzie odpowiedzieć na to filozoficzne pytanie. Na razie dzieci traktują zjawisko Świętego Mikołaja jak najbardziej dosłownie, aczkolwiek wiąże się z tym wiele interesujących zagadnień:
Pierwsze z nich to tradycyjne pytanie: którędy Święty Mikołaj wchodzi do domu?
Oczywiście przez komin. Ale przecież u nas nie ma komina - więc którędy? Na szczęście mamy przewody wentylacyjne oraz tajemniczą szafkę pod samym sufitem, więc gość ma kilka dróg do wyboru (aczkolwiek Łukasz już zaproponował żebyśmy pojechali na święta do naszego domku na wsi gdzie mamy prawdziwy komin, żeby Świętemu Mikołajowi było łatwiej). Na następne pytanie - a jak on to robi że się mieści w kominie - odpowiedź podsunęła książeczka z Noddym: ma czarodziejski proszek do zmniejszania.
Ale potem zaczyna się robić i ciekawiej, i trudniej.
(więcej…)
Jako się rzekło, Babcia Jasia niespodziewanie dla wszystkich znalazła się w niebie. Trudno było to zrozumieć i przyjąć, i dzieciom, i mi, i wszystkim innym. Kiedy przyszedł dzień pogrzebu, pomyślałem że coś trzeba zrobić żeby jakoś to opanować, zwłaszcza że trochę obawiałem się tego jak dzieciaki przeżyją pogrzeb - nie byli jeszcze na żadnym, a tu do tego mieli pożegnać swoją ukochaną babcię. W końcu zaproponowałem “malarstwo terapeutyczne” - wyciągnąłem tempery, papier i pędzle, i oznajmiłem że będziemy malować Babcię Jasię na chmurce. To chyba był niezły pomysł - nie wiem do końca na ile pomogło to dzieciom, ale mi na pewno
A oto efekty:
Obrazek autorstwa Łukasza - Babcia jest w prawym górnym rogu, na niebiesko, trochę słabo widoczna. To na dole to my oraz drzewa w kolorach jesieni:

(kliknij żeby zobaczyć powiększenie)
A to obrazek Gaby (no dobra, trochę jej pomogłem, ale tylko trochę):

(kliknij żeby zobaczyć powiększenie)
Dnia 8 października zmarła moja Matka, babcia Gaby i Łukasza.
Trudno było wszystkim - a jedną z najtrudniejszych rzeczy była konieczność powiedzenia o tym dzieciom. Zazwyczaj mówimy im prawdę wprost, nawet jeśli jest trudna - tak było też w przypadku Iry (zob. IRA - smutna historia z wesołą puentą). Co tu dużo opowiadać, płacz był straszny. Ale dzieci, jak to dzieci, różne rzeczy przeżywają bardzo mocno i głęboko, ale na ogół nie trwa to długo. Nie minęło wiele czasu, a Gabka już znalazła jakiś jasny punkt - popatrzyła na mnie rozpromieniona i powiedziała:
Tata, ale jak ty pójdziesz do nieba to spotkasz tam BABCIĘ JASIĘ!
Czy mnie to pocieszyło, trudno mi powiedzieć. Na pewno ten tekst przejdzie do rodzinnej historii. Został zresztą zacytowany na pogrzebie przez pastora (oprócz księdza na pogrzebie był też pastor, ponieważ mój brat jest ewangelikiem), który wykorzystał to jako przykład prawdziwej, szczerej wiary.
Moja przytomność umysłu została ostatnio wystawiona na kolejną próbę. Łukasz zadał mi mianowicie zupełnie niespodziewanie pytanie:
Tata, czy człowiek może się rozmnażać?
Zamurowało mnie na chwilę; już miałem zacząć tradycyjny wykład o pszczółkach, ale najpierw zapytałe kontrolnie - “a co to znaczy rozmnażać się?
Na to Łukasz stanął, podniósł ręce na boki i powiedział:
No, staje się tak…
- pokazał na swój lewy bok -
…i stąd wychodzi taki drugi.
I wszystko stało się jasne - dzieciaki naoglądały się filmów z cyklu “Było sobie życie”, gdzie pokazują rozmnażające się bakterie i komórki, i stąd się wzięło pytanie. Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że w ten sposób to nie. Łukasz posmutniał i powiedział:
Szkoda, ja chciałbym się rozmnożyć.
Pocieszyłem go że na pewno kiedyś się rozmnoży, tylko zupełnie inaczej, i na szczęście nie drążył już dalej tematu.
Mam wrażenie że Łukaszowi czegoś w tym zakresie brakuje w jego otoczeniu. Ostatnio zaczął snuć rozważania na temat “rodzicologii”, i oznajmił że Tata wymyśla najfajniejsze zabawy, a Mama jest najdelikatniejsza. To był pierwszy sygnał. Jakiś czas potem powiedział, bardzo ładnie i poetycznie, że “Mama jest taka delikatna jakby dopiero co wyszła z kwiatka”. To był sygnał numer dwa. A parę dni temu nie mógł wieczorem zasnąć, marudził i przewracał się z boku na bok, i kiedy poszedłem z nim porozmawiać, powiedział mi że bardzo chciałby być motylkiem i fruwać nad kwiatkami. Zapytany dlaczego, wykrzywił buzię w podkówkę, powiedział “bo motylek jest taki delikatny” - i zaczął płakać…
Można się z tego śmiać, ale to chyba świadczy o czymś bardzo istotnym. Może chodzi o traktowanie - fakt że ja miewam czasami nieco kapralskie maniery, może to go uwiera. A może odwrotnie - jest wewnątrz delikatny a nie bardzo umie czy może to uzewnętrznić czy jakoś opanować? W każdym razie sprawa wygląda na istotną.